23 maja 2017

There's a black mark on his soul.

„The Devil is real. And he’s not a little red man with horns and a tail. He can be beautiful. Because he’s a fallen angel and he used to be God’s favorite.”
DAMON SALVATORE
Wiek: mentalnie 178/fizycznie 25 ♠ Rasa: wampir ♠ Zawód: redaktor naczelny MFC

            Kiedy wgryzał się w szyję dwudziestoparoletniej dziewczyny, jeszcze żyła. Dopiero chwilę potem, gdy osuszył jej ciało z ostatniej kropli krwi, upadła głucho na podłogę. Oblizał lśniące czerwienią wargi, przywołując do siebie gestem dłoni następną ofiarę. Na jednym z długich, bladych palców widniał rodzinny sygnet, który co jakiś czas odbijał światło latarni za oknem. Od jakiegoś czasu Damon nie wybrzydzał zbytnio, dlatego gdy obok niego przystanął grzecznie młody mężczyzna, posłał mu swój firmowy, łobuzerski uśmiech – został on odwzajemniony lekkim rumieńcem. W zasadzie mógł szczerze przyznać, że krew tej samej płci smakowała jakoś tak… lepiej. Zdecydowanie mniej toksycznie i bardziej buntowniczo. Po zmniejszeniu odrobinę swojego nienasyconego głodu, Salvatore wyszedł z pokoju, kierując się w stronę baru. Czuł na sobie czujny wzrok Niklausa Mikaelsona, dlatego podniósł leniwie głowę i spojrzał mu prosto w oczy. Pierwotny pokręcił głową w geście rezygnacji, co przypominało Damonowi sposób, w jaki reagował jego ojciec, gdy pomimo prób, nie udawało mu się okiełznać syna i jego wybuchowego temperamentu.
- Szkocką – rzucił niedbale, nawet nie patrząc na barmankę. Ta zabrała się niemalże od razu do wykonywania zamówienia. Wyglądało to bardziej jak ruchy robota niż praca kogoś, kto jest z niej zadowolony.
Umoczył usta, jednak nie zdążył wziąć nawet łyka, bo jego zainteresowanie przykuła postać przemieszczająca się po barze i wyglądająca, jakby kogoś szukała.
- Elena? – mruknął bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego.
Potrząsnął głową, chcąc odrzucić od siebie głupie myśli. Musiało coś mu się pomylić. Elena i on byli pokłóceni. Z pewnością nie wyruszyłaby na poszukiwania, nie po tym, jak się zachował. Wyrzuty sumienia sprawiły, że porzucił swoje człowieczeństwo mimo zapewnień, że nigdy więcej tak nie postąpi. Była zła na niego i wiedział, że szybko mu nie wybaczy. Potraktował ją jak zwykły śmieć, więc nie miał prawa nawet oczekiwać, by tak się stało. Mimo to wpatrywał się dalej w dziewczynę, która odnalazła go wreszcie wzrokiem. Poczuł jak czas wokół nich nagle zwalnia a atmosfera gęstnieje. Napięcie było tak wyczuwalne, że mógł wręcz złapać je w dłoń. Trwało to parę sekund, ale jemu wydawało się, jakby były to stulecia. Elena odwróciła się na pięcie i wybiegła z pomieszczenia, zostawiając go samego wśród ludzi, których nie chciał mieć obok siebie. Zacisnął palce na pustym naczyniu, powodując jego rozbicie. Barmanka pisnęła jak mała dziewczynka, co zignorował. Skronie mu pulsowały, czuł narastający głód.
            Opróżniając ostatnią z ofiar, siedział na posadce otoczony ciałami. Wszystkie były zakrwawione, niektórym brakowało różnych części ciała, np. głów lub rąk. Wiedział, że tym razem przegiął. Kompletnie się zatracił. Ale nie zamierzał przestać. Wszystko, co się liczyło, straciło sens. A on zamiast chęci naprawy, czuł wewnątrz siebie ziejącą pustką ogromną dziurę.
- Następnym razem – zaczął Klaus, schodząc po schodach. – Proszę, byś robił masakrę gdzieś indziej niż klubie mojego brata. Rozumiemy się?

POWIĄZANIA

[ Tak więc, cześć i czołem, zapraszam do ciekawych wątków i jeszcze ciekawszych powiązań. Wizerunek: Ian Somerhalder. Cytat w tytule:  Bryce Fox – Horns. Cytat w karcie: American Horror Story, s01e06.]